sobota, 17 grudnia 2016

17/12

Ostatni wpis z marca. Zastanawiam się czy jeszcze w ogóle ktoś tu zagląda. Od marca wiele się wydarzyło.

W styczniu zrobiłem sobie tatuaż symbolizujący dosadnie moją wygraną walkę z potworą. Na lewej ręce widnieje teraz napis „LIFE AFTER DEATH”. Codziennie przypomina mi o tym co mnie spotkało, co działo się w moim życiu. O widnie śmierci,  straconych kilogramach, zgubionych włosach, ale również o tych wszystkich kciukach za mnie trzymanych, o ludziach, którzy wierzyli we mnie i w to, że mi się uda. Kurcze patrząc na to z perspektywy czasu widzę jak wiele mnie spotkało i jak wielki miało to na mnie wpływ.

W lutym byłem w Polsce na urlopie u mojej Oli rodziców. Spędziliśmy milutko czas. Byłem na festiwalu rapowym we Wrocławiu, na którym świetnie się bawiłem. Obchodziliśmy Oli urodziny, które były głównym powodem naszej wizyty. Jak to zwykle bywa wszystko co dobre bardzo szybko się kończy. Powrót do rzeczywistości jak zawsze bardzo boli hi hi.

W marcu chyba nie wydarzyło się nic co byłoby godne odnotowania.

W kwietniu wszedłem szczebelek wyżej w swoim  związku. Zamieszkałem razem z Olą. Baaaa mieszkamy razem do dzisiaj. Ja nie zabiłem jej, ona mnie. Dalej się kochamy i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Moja Pusia daje mi siłę każdego dnia, uczucie, troskę i bezpieczeństwo.

Maj odpuszczam bo sięgam pamięcią, ale za bardzo nie widzę tam nic. Pustka. Chciałem skłamać, ale sobie przypomniałem. W maju jechaliśmy z chłopakami na rowerach w ramach charytatywnej akcji. Wszystko ku pamięci jednego z kolegów mojego znajomego z pracy, który przegrał z walkę z rakiem. Chyba czuwał nad nami z góry bo pogodę mieliśmy iście lipcową. Było Nas około 40osoób, nie wszyscy dojechali, ale i tak szacunek się należy. 100mil wybiło na liczniku jeszcze przed przystankiem końcowym. Przywitali Nas jak zwycięzców, pod pubem, który był punktem startu i mety. zebrało się około 100osób. Szło uronić kilka łez. Zebraliśmy około 10 tys i pieniązki przekazaliśmy na dwie fundacje.

W czerwcu był skan. Tak pół roku minęło i znowu pompowali we mnie kontrast. Jak zwykle było wszędzie gorąco. W tyłek też hi hi. Jak zwykle stres i myślenie o tym co może być, co może się wydarzyć. Prócz czekania nie pozostało mi nic.

W lipcu byłem na urlopie w Pl. Niestety sam. Popiłem, pobawiłem się, spotkałem znajomych i rodzinę. Byłem nad morzem, miałem raz ogromnego kaca. Raczyłem się mym ulubionym Brokiem Exportem <3 ile bym dał jakby jakiś ciapek sprowadził je do swojego sklepu. No w sumie nie więcej niż 1,60 :P pograłem w kosza na orliku z mym sąsiadem. Pozdro Krótki! Kilka razy widziałem się z moimi najlepszymi. Całusy i przytulasy Dominika i Giesiu, kocham Was <3. Po urlopie w Pl, miałem kilka wolnych dni jeszcze w UK. Przyjechała do Nas Oli siostra. Niestety nie znalazła pracy i wróciła do domu. W między czasie chyba najistotniejsza kwestia kierwa jego mać. Odebrałem wyniki skanu. Czysto!!!!! Pani doktor powiedziała, że z każdym kolejnym skanem będzie coraz mniejsze prawdopodobieństwo nawrotu choroby. Ona swoje, a ja i tak swoje będę myślał.

Sierpień to odpuszczam  bo chyba tylko od wolnego do wolnego życie się toczyło.

WrzesieńJ za to wrzesień to bajka. Byłem z  Pusią na tygodniowych wakacjach na Krecie. Będę chujkiem i samolubem, ale kierwa należało mi się J bawiliśmy się świetnie, pogoda była wyśmienita, miejsce też. Witamina D to jest coś co ładuje baterie i powoduje, że człowiek inaczej wszystko postrzega, życie nabiera koloru. Koloru słońca haha. Już nie mogę doczekać się następnych. Miejsce już wybrane. Nie wiem czy Dominikana jest gotowa na przyjęcie mnie, ale ja jestem gotowy na bycie tam już teraz.

Październik…………….

Listopad prócz tego, że poznałem nową miłość, fascynacje. Wpadłem chyba jak śliwka w kompot. Poznałem pewną osobę, która zmieniła moje życie. Na pewno zmieniła. Zostawiła po sobie ślad w głowie i na skórze. Zakochałem się w TATUAŻACH! Zrobiłem sobie drugi tatuaż i jestem przekonany, że to nie ostatni bo trzy kolejne mam już w głowie. Przy okazji poznałem świetną osobą. Daro pozdrawiam Cię serdecznie! Robisz cuda. Zajebisty tatuażysta, zajebisty ziomek. Już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty.


Grudzień to busy time. Moje urodziny, święta. Zrobiłem urodzinową imprezkę. Myślę, że było zajebiście. Nie wiem jak inni, ale ja bawiłem się bardzo dobrze J troszku popiłem, ale obyło się bez mega kaca czyli chyba jeszcze nie jestem taki stary.

piątek, 11 marca 2016

23/01


Z pozoru wydawać by się mogło, że to kolejny, zwykły dzień. Ot wolna sobota. Ten dzień był wyjątkowy. Byłem na mieście i wpadłem na obiad do Toli jak to zawsze mam w zwyczaju. Spotkałem tam ziomka, z którym kiedyś pracowałem w Naszym wspaniałym Tesco. Gadka, szmatka "co tam? Jak tam?" No i powiedział mi coś co zawsze będzie mnie chwytało za serducho, że czytał bloga, że trzymał kciuki, że wierzył, że się uda i bardzo się cieszy, że mi się udało. Kurcze jak to mało potrzeba, żeby człowiekowi zrobiło się miło. Grzecznie podziękowałem, ale siedziało to we mnie, bo przypomniało o tym, że mi się udało, że jestem zdrowy, że wyniki są dobre, że rozpocząłem wizyty co 6miesięcy. Bardzo poprawiło mi to humor. Dostałem kopa pozytywnej energii. Po obiedzie i zakupach wróciłem do domu bo wieczorem wybieraliśmy się z Mą Olą i córką mojego przyjaciela na koncert do Leeds. Siadam na sofe, odpalam fejsa i co widzę? Rapowy ziomek ode mnie z pracy korzystając z okazji, że jest w Polsce i że ma spoko ziomali w postaci kilku czołowych warszawskich raperów postanowił sprawić mi prezent. Płyty z ich podpisami. Okrasił to wszystko zajebistym wpisem na fejsie i znowu chwyciło mnie za serducho. Może gdyby nie ta sytuacja u Toli to cieszyłbym się max, ale prócz tego, że się max cieszyłem to jeszcze się wzruszyłem. Kurcze tak drobny gest, tak wielka niespodzianka sprawiły, że ta sobota nie mogła skończyć się źle. No i się nie skończyła.
Koncert, na który się wybrałem okazał się kotem strasznym. Zobaczyłem koncert Bonsona, którym strasznie, w opór się jaram. Dzięki swej wrodzonej zajebistości i łatwości w nawiązywaniu kontaktów udało mi się wbić na backstage po podpisy na płytach. Poznałem Bonsona, Matka, Piha, Ede, Soulpete'a, dj Perca oraz Laika. Jaki kozak zaszczyt mnie pierdolnął, że mogłem pić wódkę z typami, którymi rapami się jaram. Wszyscy max wyluzowani, humorki dopisywały. Koncerty zajebiste chociaż nagłośnienie ssało strasznie. Pita wódka z Laikiem pod sceną zapijana browarem to chyba był gwóźdź do trumny bo film urwał mi się z końcem drugiego koncertu.
Mimo tego kaca na drugi dzień uważam, że ta sobota była mega! Pewnie i tak już nikt nie czyta mojego bloga, ale jeśli wpadniecie tu kiedyś, za pare lat to pamiętajcie, że mega Wam dziękuję za to co zrobiliście w tym dniu :)

sobota, 23 stycznia 2016

18/01

Wstałem rano na pełnym luzie. Wiedziałem po co jadę i w jakim humorze wrócę. Tego dnia nic nie mogło mnie zaskoczyć. Zameldowałem się w szpitalu przed czasem, Niestety okazało się, że jest godzina opóźnienia. Powinienem się już do tego przyzwyczaić.Wszedłem na luzie, swoje odczekałem. Pani doktor powiedziała to samo co pielęgniarka i dodała o tej tkance miękkiej w śródpiersiu. To tkanka grasicy, która aktywowała się podczas chemii i jej rozmiar powinien ulec zmniejszeniu. Lutowa wizyta odwołana bo wszystko jest ok, więc następna dopiero w lipcu!! Rok od leczenia minął i zaczynam wizyty co pół roku. Skan powinien odbyć się pod koniec czerwca. Nie ma wskazać do kolejnego PETa, więc będę miał zwykłą tomografię :)
Uradowany poszedłem na pobranie krwi i zabukować kolejną wizytę w recepcji. Tak proszę państwa to się dzieję naprawdę, Naprawdę jestem żywym dowodem na to, że można wygrać. #lifeafterdeath

13/01

Mijały dni i noce, a o wynikach ani widu, ani słychu. W piątek 8stycznia dostałem list ze szpitala o bardzo dziwnej treści. Mianowicie poinformowano mnie, że oglądali skany i nic się nie zmieniło i zlecają PET skan. WTF?? dopiero miałem skan i już następny? Zadzwoniłem do sekretarki pani doktor i zapytałem co co cho. Powiedziała, że przekaże i da mi znać jak tylko będzie coś wiedziała. Czytałem ten list jeszcze z 10 razy i w końcu dostrzegłem coś co wszystko wyjaśniło. Data dyktowania listu 9grudnia, data napisania listu 20grudnia, data wysłania listu 7styczeń!!!!! Mają rozmach skurwysyny! jeden list, a tylu ludzi musiało go tyle tworzyć. Zaznaczam, że nie był pisany ręcznie. Poinformowałem sekretarkę, że rozwikłałem zagadkę :)
Na wyniki trzeba było czekać dalej.
W środę 13 stycznia odebrałem rano telefon od pielęgniarki prowadzącej. Oczywiście się spociłem, ręce mi się trzęsły. Zapytała co z tym listem, więc jej wytłumaczyłem. Powiedziała,że mają wyniki, ale będą je omawiać dopiero na spotkaniu popołudniu i zabukowała mi wizytę na poniedziałek. Poprosiłem, żeby dała mi znać szybciej jeśli będzie coś wiedziała, bo ja zejdę na zawał do poniedziałku. Coś tam pomruczała pod nosem, ale obiecała zadzwonić ze względu na mój kiepski stan psychiczny. Tak, tak. Stres strasznie mnie wyniszczył. Tabletki antydepresyjne pomagały, ale nie chciałem ich brać cały czas. W drodze z pracy do domu telefon ze szpitala. Wiedziałem, że to z wynikami... odbieram i drżącym głosem pytam "wynik? jaki jest wynik". Węzeł chłonny znowu się powiększył o 2mm, ale nie ma aktywności nowotworowej!!!!!!!!! Jestem czysty!!!! Czekałem na ten dzień od września kiedy otrzymałem pierwsze, gorsze wyniki. Te wzrosty nie mają nic wspólnego z nowotworem! Kamień z serca :)) jeszcze tylko w poniedziałek do onkologa po dokładne wyniki i żyję na 107% dalej!

30/12

Witam ponownie. Nie było mnie tu trochę. Mam nadzieję, że się stęskniliście :) zacznę od tego, że udało mi się umówić skan na 30grudnia. Według tego co powiedziano mi przez telefon pani doktor zleciła skan ASAP w wolnym tłumaczeniu już teraz, w tej chwili "biegnij ziomek, biegnij". Do szpitala do Sheffield pojechałem z mą miłością i przyjacielem. Niestety do Sheffield bo w Doncaster nie dorobili się jeszcze maszyny do PET skanu. Miła obsługa. Zaproszono mnie do pokoju, wytłumaczyli o co chodzi, po co i dlaczego oraz co będą robić. Dostałem zastrzyk z radioaktywną glukozą, która podczas skanu miała wyodrębnić aktywne i nieaktywne komórki, tkanki, węzły chłonne czy narządy. Plus taki, że nic nie czułem w przeciwieństwie do tomografii z kontrastem. Minus taki, że po zastrzyku godzina przerwy. Nie mogłem się ruszać, a najlepiej gdybym poszedł. Może i bym zasnął, bo wstałem o 6 rano, żeby zjeść śniadanie, bo 6godzin przed skanem trzeba było ojebać ostatni posiłek. Niestety po śniadaniu poszedłem dalej spać, więc podczas przerwy nie było mowy o zaśnięciu. Strasznie chujowa ta godzina. Już w robo szybciej czas leci. Skan trwał pół godziny. Najpierw tomografia, potem PET. Zdjęcia z obu skanów nakładają na siebie i widzą wszystko dokładnie. Mega chujowo było w tej tubie bo trzeba było ręce trzymać za głową, a pod koniec czułem już lekki ból. Na szczęście jakoś wytrzymałem. Wyniki za około 3-4dni.
Nowy rok, weekend, więc trzeba dodać z dwa dni ekstra.