czwartek, 26 lutego 2015

25 Luty

Wstałem z samego rana o 10. Prysznic, śniadanie, szybki ubiór i można lecieć na autobus. Z autobusu po bilet na pociąg. Zaopatrzenie w sklepiku zrobione, więc można jechać do szpitala. Okazało się, że w Doncaster była dzisiaj dużo ładniejsza pogoda. Było i cieplej i więcej słońca. Szybka wbita do autobusu i znowu ta sama trasa między przystankiem, a szpitalem tylko ludzie w autobusie inni. Na miejscu jak zwykle byłem przed czasem. Ciekawe czy dostanę za swoją punktualność jakiś medal po skończonym leczeniu. Na Wardzie okazało się, że jeszcze nie ma dla mnie łóżka i muszę zaczekać, więc udałem się do telewizyjnego pokoju. Poznałem tam miłego starszego Pana, z którym wymieniłem się pokrótce doświadczeniami. Zdążyłem jeszcze odpalić Ryśka Peję na telefonie i wpadła w odwiedziny koleżanka :) dostałem od Niej kartkę z życzeniami powrotu do zdrowia bo jak głosił napis na pierwszej stronie "piwo za mną tęskni" :)
Około 13:20 znalazło się dla mnie łóżko i to by było na tyle bo dopiero około 14 zajrzał do mnie ktokolwiek. Był to lekarz, ale chyba tylko na papierze bo pytania, które mu zadałem przerosły go chyba i zasugerował, abym wszystkiego dowiedział się na poniedziałkowej wizycie u lekarza prowadzącego. Tak też zrobię, a żeby było śmieszniej z listy pytań zadałem mu tylko dwa. Strach pomyśleć co by było gdybym zadał ich więcej. Może zmieniłby zawód ? :)
Około 14:20 przyszła Piguła z cotygodniowym zestawem do podłączenia kroplówki. Była miła i obiecała zrobić to szybko i bezboleśnie. Spełniła tylko jeden z tych punktów. Zgadnijcie, który? Jednak przed rozpoczęciem tej jakże "przyjemnej" czynności zapytała, którą rękę wolę. Pokazałem jej obie i zapytałem: "jak myślisz, która wygląda na przygotowaną do przyjęcia tych jebanych tasiemek?". Uśmiechnęła się i powiedziała, że już zmienia stronę. Odwróciłem głowę, zamknąłem oczy, prawą ręką złapałem się łóżka i faktycznie zrobiła to bardzo szybko. Mądry Mariuszek doświadczony wcześniejszymi wizytami miał na swojej jednoosobowej sali dość długo otwarte okno, aby zaduch nie spowodował mojej słabości podczas podłączania kroplówki.
Po solach, dostałem chemię, po chemii fluid i już mógłbym wychodzić do domu gdyby nie to, że musieli pobrać mi krew do badania bo od dwóch dni pojawiały się małe krwotoki z nosa. Pobranie krwi oznaczało czekanie na wyniki. Czekanie na wyniki oznaczało, że robiłem się coraz bardziej głodny. Czekanie na wyniki i głód potęgowały moje zniecierpliwienie, a to wszystko razem potęgowało moje wkurwienie bo przecież czekała na mnie KANAPKA W SUBWAY'U :)))
Przyszły wyniki i lepiej było jak ich nie było. Okazało się, że ilość płytek bardzo spadła. Na pytanie "Why always me?", które zaczerpnąłem z koszulki Balotteliego pielęgniarka odpowiedziała, że moje płytki na pewno mnie nie dyskryminują bo nie ja pierwszy i nie ja ostatni. Taka z Niej dowcipna sztuka :P Zatem w piątek niespodziewana kolejna wizyta w szpitalu. Jeśli wyniki będą na tym samym poziomie tudzież gorszym to niestety będą mnie podpinać po raz kolejny pod kroplówkę, aby zwiększyć ich ilość. Taki skutek uboczny o! Skoro znowu mam być podpinany pod Pieszczocha na wszelki wypadek ogolę również drugą rękę co by nie zaskoczyli mnie w piątek, że na przykład w lewą nie mogą się wkłuć i znowu tasiemki wylądują na włosach.
Dzisiaj niestety czas obciąć włosy. Moja zajebista fryzura, moja hodowla na głowie zniknie. Niestety z licznika mojej zajebistości odpadnie mi kilka punkcików, ale po chemioterapii wróci wszystko do formy i znowu wszyscy będą potrzebowali przeciwsłonecznych okularów, żeby blask mojej zajebistości ich nie oślepiał :) :P
Dziękuję bardzo, bardzo, bardzo za każde puszczenie w świat tego bloga, za każde jego udostępnienie. Na początku myślałem, że licznik wyświetleń zwariował, ale chyba zaczynam mieć dużą ilość stałych czytelników :) To miłe, że ktoś czyta moje wypociny.
Mam nadzieję, że zwiększy to świadomość wśród mężczyzn. Jeśli kiedykolwiek ktoś z Waszego otoczenia będzie w tym miejscu, w którym jestem teraz ja to wskażecie mu właściwą drogę. Mam nadzieję, że moja postawa pokaże, że walka o następne jutro to walka tylko i wyłącznie o zwycięstwo i ciągłe pozytywne myślenie.
Wczoraj pewna osoba uświadomiła mi jak wiele osób trzyma za mnie kciuki. To naprawdę niesamowite, że będąc w obcym kraju poznajesz ludzi z różnych zakątków Polski, świata i wiesz, że nie jesteś im obojętny. Pisząc to jak zawsze oczy mi się "pocą". Te wszystkie kartki, pieniążki, odwiedziny, telefony, wiadomości, czytanie bloga dodają mi jeszcze więcej siły :) na każdym kroku czujesz wsparcie, słyszysz miłe słowa czy oferowana jest pomoc. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będzie mnie otaczało takie grono ludzi to kazałbym mu się popukać w głowę. Jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczny i nie wiem jak się Wam wszystkim odwdzięczę.

wtorek, 24 lutego 2015

23-24 Luty

Wczorajszy dzień w porównaniu do poprzednich był bardzo pracowity. Na 13:30 pojechałem na umówione spotkanie z Panią psycholog. Wizyta rozpoczęła się od lecącej krwi z nosa :P taki psikus. Na szczęście mały krwotok i szybko udało się go zatamować. Porozmawialiśmy sobie o wszystkim i o niczym. Na koniec Pani psycholog stwierdziła, że nie spodziewała się, że będę w tak dobrym stanie psychicznym. Powiedziała, że nie widzi potrzeby, abyśmy spotkali się wcześniej, niż po skończonym leczeniu. Zaznaczyła, że gdybym potrzebował z Nią porozmawiać, zobaczyć się to wystarczy, że zadzwonię i zorganizuje mi jakieś spotkanie. Dodała, że na pewno przyjdzie na ten koncert, który kiedyś zorganizuje :) mam nadzieję, że spodobają jej się rapy.
Po wizycie udałem się do miasta. Byłem na poczcie w końcu, u fryzjera, na zakupach i na obiedzie. Byłem również w organizacji, która pomagała mi pisać skargę na doktora W. Dostałem list tydzień temu z NHS England, w którym otrzymałem list od doktora W. Odpowiedział na zadane pytania, napisał co napisał. Pani z organizacji stwierdziła, że bardzo rzadko widuje takie listy. Doktor W. przyznał się w nim do popełnionego błędu(spróbowałby nie!!!!), stwierdził, że powinien zrobić więcej, wyraził skruchę, przeprosił, zaproponował spotkanie, przeszedł szkolenie w zakresie badań jąder oraz zakresie nowotworów. Mam teraz 3 wyjścia z czego jedno odradziła mi od razu. Zatem mogę poprosić o spotkanie, na którym zostanę przeproszony, będę mógł zadać jeszcze kilka pytań lub być stale w kontakcie z adwokatem i czekać co oni będą w stanie z tym zrobić. Odradziła mi pisanie kolejnej skargi ze względu na to, że doktor W. przyznał się do wszystkiego. Czas pokaże.
Dzisiaj odwiedził mnie mój przyjaciel. Miło spędziliśmy czas :) pogadaliśmy, odpaliliśmy Fifę :) grając u siebie poszło mi dużo, dużo lepiej. 1:3,0:1,1:0 i 3:1. Jakby to powiedział Darek Szpakowski: " mecze na remis ze wskazaniem na mnie" :) Byłem dzisiaj zdecydowanie lepszy.
Ogoliłem rękę!! :) koniec z odrywaniem włosów wraz z jebanymi tasiemkami! :) wygląda to śmiesznie, pewnie będzie mi chłodniej, ale dużo przyjemniej przy odrywaniu.
Zauważyłem, że zaczynają mi wypadać włosy z zarostu. Nie same oczywiście, ale pewnie za chwilę zaczną same. Skoro zaczęły już z twarzy to pewnie kwestią dni jest kiedy zaczną mi wypadać z głowy dlatego pozwoliłem sobie upamiętnić tę chwilę kiedy moje włosy są tak zajebiste jak ja skromnym selfie :)
Jutro kolejna wizyta w szpitalu. Od soboty czuję się wyśmienicie, więc wolałbym tego nie zmieniać. Niestety środa to czas chemicznych "obiadków". Jutro koniec pierwszego cyklu. Pozostaną jeszcze 2. Jeszcze 6 tygodni. W poniedziałek wizyta u onkologa przed rozpoczęciem drugiego cyklu. Oznacza to, że znowu będę musiał zostawić swojego Rudzielca na całeeee trzy noce samego :(

Selfie :)




niedziela, 22 lutego 2015

19-22 Luty

Piątek był innym dniem niż te poprzedzające. Postanowiłem wybrać się do miasta na zakupy. Ubrałem się ciepło, zabezpieczony czapką i kapturem około południa ruszyłem na spacer. Nie forsowałem tempa spaceru, muzykę też dobrałem wolniejszą, abym przez przypadek się nie zapomniał i biegiem nie leciał do miasta. Ten spacer dobrze mi zrobił :) przewietrzyłem siebie i mózgownicę ;) w polskim sklepie kupiłem gniazdka i kilka innych pierdół. Na markecie kupiłem zapas świeżych owoców. Nadszedł czas zdrowego odżywiania. Korzystając z okazji udałem się na pyszny, polski obiad. Dzięki Tola i Piotrek :)
W drodze powrotnej wolałem nie ryzykować i udałem się na autobus. Mimo tej wycieczki nie czułem się jakoś szczególnie zmęczony. Chyba powoli dochodzę do siebie po "chemicznych" obiadkach.
W sobotę wybrałem się na pocztę, która okazała się zamknięta. Przynajmniej spacer miałem odbębniony. Wpadli byli sąsiedzi w odwiedziny. Jak zwykle było miło i przyjemnie :) kuzyna żona dostarczyła mi zajebiście pyszny czerwony barszcz. Jednak tutaj zaskoczę Was wszystkich bo drugie danie zrobiłem sam :) na dwa podejścia, ale zrobiłem. Spaghetti, które upichciłem raczyliśmy się wieczorem ze znajomym, który mnie odwiedził. Miło było Go zobaczyć po tak długim czasie. Nie wiem kiedy teraz mnie odwiedzi bo zlałem Go bardzo w Fifę :P Takich przeciwników to ja mógłbym mieć codziennie. Wieczorem, późnym wieczorem, odwiedziłem jeszcze sąsiadów.
Sobotę uważam za bardzo miło spędzoną. Zmęczenie było dużo mniejsze, nie spędziłem całego dnia w łóżku, mdłości też jest coraz mniej. Lekkie bóle w klatce piersiowej i małe ilości krwi z nosa są do przeżycia.
Dzisiaj zamierzam wybrać się do kuzyna w odwiedziny. Oczywiście będzie trzeba się zabezpieczyć bo pogoda dzisiaj nie zbyt ciekawa. Jutro wizyta u psychologa. Czas "wyspowiadać się" ze swoich myśli.

czwartek, 19 lutego 2015

18 Luty

Wstałem, zjadłem, tabletki wziąłem. Przez chwilę zwątpiłem w pomysł dojazdu do szpitala środkami komunikacji. 5minut w łóżku przed wyjściem jednak podładowało moje baterie i ruszyłem. Autobus, pociąg. Chciałem przykozaczyć i przez 5minut stałem w pociągu. Zmądrzałem jednak szybko i poszukałem siedzącego miejsca. Dla kogoś z boku może to wydawać się dziwne, nienormalne, udawane. Zmęczenie po chemii jednak jest nie do porównania. W chwilę robisz się zmęczony i nie masz na to wpływu. Możesz jedynie usiąść, położyć się. Wiedziałem o skutkach ubocznych chemioterapii, wiedziałem o zmęczeniu. Jednak nie tego oczekiwałem. Teraz już wiem, że po pracy nigdy nie byłem jeszcze naprawdę zmęczony :P
Kolejny autobus i znalazłem się przed szpitalem. Oczywiście przed czasem. Wszedłem i od progu mdłości wróciły. Smrodek szpitala skutecznie zamienił w miarę dobry dzień w ten gorszy.
Winda, Ward 3 i Super Mario wrócił. Wszyscy przywitali mnie z otwartymi ramionami :) czułem się dużo lepiej. Znałem tych ludzi, wiedziałem czego się spodziewać i po co tu jestem. Na miejscu okazało się, że chemia została przesunięta z 13 na 15, ponieważ worek z "obiadem" nie zdążył dojechać. Dostałem łóżko, poszedłem do sklepiku po chipsy, colę i wodę. Cola ratuje mnie przed mdłościami pomiędzy braniem tabletek. W między czasie odwiedziły mnie poznane podczas ostatniej wizyty pielęgniarki i pielęgniarze :) wybiła 15 i pojawiła się jedna z moich ulubionych piguł wraz z zestawem strzykawek, igieł i jebanych tasiemek. Siedziałem twardo, starałem się nie patrzeć, nie myśleć o tym. Udało się prawie bezboleśnie, szybko w miarę. Gdyby nie to, że ręka zaczęło mi drżeć, obleciał mnie pot i ciśnienie z pulsem skoczyły do granic możliwość to byłoby całkiem dobrze. Niestety gorąc, brak świeżego powietrza o mało nie doprowadziły do tego,że super Mario by zemdlał :P na szczęście w miarę szybko udało się otworzyć okno i jakoś doszedłem do siebie. Posiedziałem tak jeszcze chwilę i stwierdziłem,że nie będę się dalej męczył skoro mam łóżko. Założyłem słuchawki, zamknąłem oczy i jakoś zleciały te dwie godziny. Niestety po skończonym chemicznym obiedzie trzeba było oderwać tasiemki ;/ ja pierdolę! W następną środę golę obie ręce :) odrywanie tasiemek zdecydowanie bolało najbardziej. Z tego miejsca chciałbym zaznaczyć, że podziwiam wszystkie kobiety, które z własnej, nieprzymuszonej woli oddają się zabiegom depilacji :)
Ze szpitala poszedłem do Subway'a :) kanapka zaliczona i można było wrócić do domu. W drodze powrotnej polski sklep zaliczony. Udało mi się obejrzeć pierwszą połowę meczu Realu i zmęczenie zaprowadziło mnie prosto do łóżka :)
Dzisiaj jest ok. To znaczy dalej jestem zmęczony, dalej mam mdłości. Temperatura w normie. Trochę krwi zaczęło się pojawiać z nosa podczas wydmuchiwania, ale to też normalne. Trochę gorzej z cerą po chemii. Mam nadzieję, że to minie :)
Doszły mnie słuchy, że mężczyźni z mojego grona znajomych zaczęli się badać :) bardzo mnie to cieszy, że moja sytuacja, moja osoba czy mój blog spowodowały zainteresowaniem tym tematem. To naprawdę bardzo ważne. Kobiety dbają o swoje piersi, a my dbajmy o swoje jądra.
Szybsza diagnoza, szybsza reakcja!
Z tego miejsca chciałbym poprosić wszystkich czytających o udostępnienie mojego bloga gdziekolwiek się da :) facebook, meile, wiadomości. Każda forma jest dobra :) może komuś to pomoże :)

środa, 18 lutego 2015

16-17 Luty

Udało się. Jakoś przetrwałem te pierwsze dni po chemii chociaż nie było lekko. Ciągłe zmęczenie, ustępujące tylko na chwilę mdłości, brak apetytu, zmieniony smak i wrażliwy węch to tylko początki skutków ubocznych leczenia.
Przede wszystkim gdyby nie pyszne obiady żony mojego kuzyna pewnie nic bym nie tknął. Na szczęście podrzucają mi tu same rarytasy dzięki czemu dzisiaj waga pokazała już 76,5 :) zawsze to kilka deko do przodu. Najważniejsze to nie tracić. Niech stoi w miejscu, niech idzie do góry, ale niech nie spada.
W poniedziałek odwiedziła mnie Pani pielęgniarka. Powiedziała co wiedziała, doradziła co miała doradzić, zmierzyła temperaturę i będzie dzwoniła w następny poniedziałek. Znajomy podrzucił mi miskę bigosu. Kurwa palce lizać <3 wieczorem wpadli sąsiedzi z Najsłodszym przystojniachą na dzielni :)
Wtorek miał być już lepszym dniem. Nie do końca był bo odkąd wróciłem ze szpitala dzisiaj zmęczony byłem najbardziej. Byłem jednak na zakupach w Tesco. Zaopatrzyłem się w owoce, soki i wodę. Jak zwykle kilkukrotnie meldowałem się w łóżku na podładowanie akumulatorów. Wieczorem wpadli znajomi :) było miło, sympatycznie, wesoło :)
Obejrzałem Ligę Mistrzów i czas przygotowywać się na jutro.
"Głowa do góry ziom" jak to Łukasz nawinął. Jutro kolejna wlewka z pierwszego cyklu. Już się nie stresuję( no może trochę tej igły w żyle) tylko obawiam się jak mój organizm zareaguje na kolejną dolewkę skoro jeszcze po jednej nie doszedł do siebie. Zmęczenie jest strasznie wkurwiające. Chcesz coś zrobić, chcesz się postarać coś zrobić, a nie masz siły. Jesteś wypompowany! Nie ma co jednak myśleć o gorszym bo na przykład może być lepiej :)
Dziękuje za wszystkie wiadomości, telefony :) dziękuję za trzymane kciuki i wiarę :)

poniedziałek, 16 lutego 2015

15 Luty

Super uczucie móc położyć się w swoim łóżku, pod swoją kołdrą, w swoim domu, ze swoim Rudzielcem ❤️ przespałem całą sobotę z małą przerwą na talerz zupy i prysznic. Powrót do łóżka i pobudka o 9 rano :) 17godzin snu postawiło mnie na nogi troszkę. W niedzielę byłem już mniej zmęczony. Wmusiłem jakieś śniadanie bo tabletki muszę brać. Nie jest łatwo jak Cię mdli, ale jak wyczekasz moment to nawet ujdzie. Potem zjadłem talerz gorącej zupy. Było ok :) potem wjechał niedzielny rosół. Oczywiście nie obyło się bez tabletek przeciwwymiotnych. Zrobiłem dwa prania, pozmywałem naczynia. Te czynności wydające się łatwe po chemii wcale takie nie są. Pod wieczór zjadłem schabowego z ziemniakami i miałem nadzieję, że to dobrego początki. Na kolację rosołek, ale nad ranem obudziły mnie mdłości. Taki mamy klimat niestety. Tabletka w ruch i dalej spać.
Niedziela minęła mi na leżeniu w łóżku, udanych próbach jedzenia. Smak śrubki nadal w buzi, ale nie przekłada się to jeszcze na smak jedzenia. Węch mi się wyostrzył chyba do granic możliwości bo czuję dosłownie wszystko. Na samą myśl o słodyczach robi mi się niedobrze.
Mam ambitny plan na dzisiejszy poniedziałkowy dzień - nic nie robić :) dzisiaj za pewno ktoś już wpadnie mnie odwiedzić. Nie wiem ile będą wyglądały wizytacje i w jakiej będą formie, ale postaram się dać z siebie wszystko :)
Moja Ruda mordeczka tak się za mną stęskniła, że nie opuszczała mnie na krok. A to spał pod kołdrą, a to na kołdrze, ale zawsze wtulony <3 w niedziele nawet w toalecie na kolanach siedział :) moja prawdziwa Walentynka <3

sobota, 14 lutego 2015

Selfie ze szpitala :)





14 Luty

Walentynki!!!! Jupiii!
W tym ważnym dniu dla zakochanych odłączono mi moją szpitalną miłość -Pieszczocha. Pieszczoch został odłączony nad ranem po skończonym wlewaniu wszystkiego we mnie.
Dzisiejszy poranek był najgorszy. Nawet powieką nie chciało mi się mrugać. Zmęczenie, niewyspanie i te cholerne, spotęgowane mdłości.
Wiecie jakie to uczucie kiedy chcecie wymiotować, a nie macie czym? Po chemii jest milion razy gorzej. Myślałem, że wszystkie narządy na raz wypadną mi przy tej próbie. Stwierdziłem, że nie ma to sensu bo szkoda mojego zdrowia.
Jakimś cudem udało mi się zjeść płatki na mleku. Wziąłem sterydy i przeciwwymiotną tabletkę i jest trochę lepiej. Dostałem tabletki do domu i resztę niezbędnych rzeczy. Jestem gotowy na powrót do domu.
UPDATE
Jestem już w domu. Przebrany w pidżamę udaję się do krainy snów :) w końcu z Rudy, moją Walentynką <3

13 Luty

Znowu pobudka z samego rana. Wtedy kiedy udało mi się lepiej przysnąć pojawili się wszyscy. Piguły i sanitariuszki i po spaniu. Jestem dzisiaj bardzo zmęczony. Chemia, niewyspanie dają się we znaki. Rano poszła tabletka w ruch bo mdłości wróciły. Zjadłem jakoś śniadanie. Ciśnienie zmierzone, temperatura w normie. Głowa nie boli, ale pulsowanie w głowie dalej się udziela. Student medycyny przeprowadził wywiad i test. Stwierdził prawidłową pracę wszelkich nerwów, mięśni i całej reszty. Wizyta lekarza. Będą myśleć co z tym pulsowaniem i skąd ono jest.
Jeszcze tego brakowało, żeby pojawiło się coś innego, nowego, groźnego i złego.
Okazało się, że to efekt uboczny chemii. Każdy organizm reaguje inaczej.
UPDATE
Zaraz po obiedzie, który ledwo zjadłem udało mi się zasnąć. 3godziny snu lepsze niż nic :) wstałem, zjadłem kanapki, które zamówiłem na obiad. Nawet spoko podeszły. Udałem się na spacer po szpitalu w poszukiwaniu sklepiku :)
Na parterze zamknięty i już myślami byłem skazany na szpitalną wodę, która smakuje jak chlor, ale Pani z recepcji poinformowała mnie, że na drugim piętrze jest bufet! Udało się :) woda kupiona, można wracać :) rytuał podawania chemii miał zacząć się o 15, a tu 17 i dalej jadę na czymś co zwie się sól.
UPDATE2
Zapomnieli o mnie. Dzisiaj zbyt duży ruch na oddziale i zapomnieli, że trzeba mi o 15 podłączyć chemię. Najśmieszniejsze jest to, że zapomnieli kurwa o mnie na całe 5godzin. Dobrze, że się przypomniałem :) jestem już po pierwszym worku chemii, teraz fluidy i inne sole, a potem kolejna dawka chemicznej, dożylnej kolacji. Koło 3powinno być po wszystkim. Oznacza to jednak, że wyjdę stąd 5godzin później niż zakładano na początku. Nikt nie poinformował mnie o początkowym założeniu, więc teraz ja zakładam, że pewnie wyjdę stąd po kolacji.
Znowu pojawiły się mdłości. Ciekawie się zapowiada kurwa jutrzejszy dzień skoro już teraz jest tak wspaniale.
Pojawił się nowy skutek uboczny. Smak. Czuje się jakbym miał w buzi śrubkę. Może być 10 od roweru. Od jutra wszystko będzie smakowało jak metal!! Hura!!
Z moich obliczeń wynika, że z 15dni chemii, które zostały rozłożone na 9tygodni pozostało mi już tylko 12. No 12 i pół bo dalej jestem w trakcie przyjmowania. Normalnie bajera :)
UPDATE3
1:30 w nocy. Zaraz trzeba będzie spróbować zasnąć. Ciężko to widzę skoro dalej mnie karmią chemią. Takie życie. Jedni smacznie śpią, drudzy pracują na nocną zmianę w Tesco, a trzeci leżą na onkologii i trują raczka.
Przykry wniosek naszedł mnie tej ostatniej nocy. Najlepsze i najgorsze jest to, że moje życie zależy od tego czegoś co teraz spływa z Pieszczocha. Ja pierdole.
Btw. Ciekawe czy pozwolą mi zabrać Pieszczocha do domu <3

12 Luty

Po pierwszej, ciężkiej nocy obudzono mnie o 7. To znaczy nie, żeby świadomie, ale mierzyli ciśnienie i sprawdzali wszystko.
O 8 śniadanie. Miska płatków i tost z dżemem wciągnięte. Wziąłem kąpiel bo strasznie tutaj gorąco niestety. Cały czas się coś pompuje we mnie także postanowiłem nazwać mój stojak na kroplówkę moim pieskiem :) nazwałem go Pieszczoch <3 nie rozstaje się z Nim nawet na chwilę. Był ze mną nawet podczas kąpieli. Odwiedziła mnie moja dobra koleżanka, z którą kiedyś pracowałem :) bardzo miło było ją zobaczyć :)
Za chwilę dostanę coś do jedzenia bo zgłodniałem od tego nic nie robienia.
UPDATE
Zjadłem tosty i zasnąłem. Kurwa zasnąłem i przespałem ciepły obiad. Dobrze, że kanapki dostałem, więc jak wstałem to szybko je wciągnąłem.
Zaraz zaczynamy to samo co wczoraj plus trzeci drug.
UPDATE 2
Pompowali we mnie do północy to dziadostwo. W międzyczasie obejrzałem na raty film pt.Służby specjalne. Świetny. Polecam wszystkim. Zacząłem oglądać również pierwszy sezon Breaking Bad. Praktycznie całe popołudnie i wieczór spędziłem na telefonie. Albo ktoś dzwonił do mnie albo ja do kogoś. Albo ktoś pisał do mnie albo ja do kogoś. Na szczęście miałem jeszcze siłę na to wszystko. W nocy znowu nie mogłem spać. Budziłem się jak już mi się udało przysnąć. Uświadomiłem sobie w nocy, że teraz z moimi siuśkami nie ma żartów. Jak jest lekka chęć to trzeba iść ze względu na Pieszczocha, który wydłuża całą wycieczkę do toalety i na to, że toaleta może być zajęta, a wtedy jest problem bo trzeba JUŻ! Nie polecam.
Lekkie mdłości złapały mnie w nocy, ale wziąłem tabsę i jakoś wytrwałem do rana :)


11 Luty

Wstałem o 10:30 po cholernie ciężkiej nocy. Późno poszedłem spać, miałem płytki sen i co rusz się budziłem. O 8 się obudziłem po kolejnym koszmarze i nie mogłem zasnąć chyba do 9. Stres jest zabijający. Nie polecam.
Oczywiście nie odbyło się bez mdłości porannych. Jakimś cudem udało mi się zjeść małe śniadanie, spakowałem się do końca, wyprzytulałem Łasuszka i pojechałem na dworzec. Dziękuję Sąsiedzie za podwózkę :)
W szpitalu przestraszony jak pierwszoklasista w szkole pojawiłem się przed 14. Skierowano mnie do pokoju, w którym zaczekałem na wolne łóżko. Czekałem i czekałem i się doczekałem. O 15:30 zaprowadzono mnie na salę. Łóżko 7B. Mam nadzieję, że ta 7będzie szczęśliwa. Pozwolono mi się rozgościć i zrelaksować. Ależ żartownisie z nich!! Szpital, onkologia, chemia, pierwsza chemia, stres, zajebisty stres, więc gdzie tu kurwa miejsce na relaks się pytam?!
Przebrałem się, przyszedł Pan Doktor, potem pielęgniarz, który zaoferował bezbolesne założenie igiełki pozwalającej podłączyć pierwszą kroplówkę. Aż tak bardzo nie bolało. Jednak ilość tych jebanych tasiemek przeszła moje oczekiwania! Jest ich tyle, że z tydzień będą mi to wszystko ściągać.
Pierwsza się wkrapla. Drugi worek będzie już z chemią, ale wcześniej kolacja.
Po chemii pierwsza porcja tabletek przeciwwymiotnych :) bajka jak u walta disneya.
P.S. Trafiłem na salę gdzie średnia wieku to 60+.
Update
Wlano już sól fizjologiczną i środek przeciwwymiotny i teraz leją jakiś fluid.
Update 2
Cały dzień nic nie jadłem prócz ledwo wciągniętych 3paróweczek. Otrzymałem pierwszą szpitalną kolację. Była zajebista tylko mała. Tutaj trzeba dzień wcześniej wypisywać kartki co będzie się jadło na obiad i na kolację. Wybór dość spory. Ja dzisiaj miałem wybór, ale zapomniałem wybrać rozmiaru porcji bo wyglądała jak mała. Troszkę byłem głodny, więc raczyłem się słodyczami :)
Update 3
Jest 3:30. Po wszystkich wlewkach fluidów otrzymałem dwa worki chemii. W między czasie obejrzałem match of the day i dostałem kolejne fluidy.  Koledzy z sali to spoko ziomy. Smakowało im moje ptasie mleczko i czekolada kokosowa :) oddaje ogromne ilości moczu. Nie dość, że zawsze chodziłem często to teraz troszkę częściej i więcej. Dużo więcej albo i jeszcze więcej. Kazano mi siusiać do kubeczka i mierzyć ile oddaje moczu i zapisywać. Od 21 licznik wskazuje 3700 ml. Mam nadzieję,że prowadzą jakąś onkologiczną księgę rekordów bo jestem przekonany, że skończę co najmniej w TOP3 :)
Niesamowicie miła, kulturalna, rzeczowa, przyjemna opieka. Troszczą się o wszystko. Mam wygodne łóżko, parawanik dookoła Przynajmniej bąków sąsiadów,które puszczają podczas snu tak szybko nie czuje :P
Udało mi się przespać w tych mimo wszystko ciężkich warunkach. Tylko dwie i pół godziny, ale zawsze to coś. Chemię na sali na ten moment mam podawany tylko ja, więc pracuje tylko moja pompa od kroplówki. Dopóki nie skończy się coś z góry co mi podają jest ok, ale jak skończy to zaczyna pipczeć, jak zaczyna pipczeć to czekam aż ktoś przyjdzie. Zazwyczaj nikt nie przychodzi, więc muszę użyć dzwonka, który jest dość głośny. Spanie w takich warunkach jest niemożliwe.
Po dwóch workach chemii czuję się ok. Lekko mi niedobrze, ale to może być od słodyczy, których zjadłem sporo przed snem. Na wszelki wypadek poprosiłem o tabletkę przeciwwymiotną.
Kończąc ten wpis zauważyłem, że chyba znowu chce mi się siku :(

wtorek, 10 lutego 2015

10 Luty

Czas się pożegnać na chwilkę. Wracam w sobotę :)
Zdam szczegółową relację z pobytu i pierwszego tygodnia chemioterapii.
Trzymamy kciuki co bym jak najlepiej to zniósł :)
Wszystkich chętnych zobaczenia mojej morduni w szpitalu godziny odwiedzin: 14-15:30 oraz 18:15-20. 
Wszystkich chętnych zobaczenia mojej morduni po powrocie ze szpitala zapraszam w moje skromne progi :) Uprzejmie prosi się o pozostawienie swojego przeziębienia, bakterii i wszelakich wirusów w domu jeśli takowe posiadacie :)

Pocztówka :)


Chciałbym pochwalić się kartką, którą dostałem od bardzo ważnej dla mnie Osoby :) Dziękuję Ci bardzooo :)

Wierzę w to, że nawet po największej burzy, największym deszczu zawsze wychodzi słońce :)
Jeszcze chwila i u mnie będzie słonecznie :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

9 Luty

Środa, godzina 14, Weston Park hospital, ward 3. Zaczynamy kolejny etap leczenia. Kolejny etap wytępienia zwierzaka z mojego organizmu. Ostatni :) innej możliwości nie widzę :) Ciekawe czy będzie czerwony dywan, chleb i sól :P łóżko zarezerwowane na 3 noce. 3 długie noce bez mojego, kochanego, rudego dziecka :(
Wstałem, zjadłem jajecznicę i w tą piękną lutową pogodę wybrałem się w podróż do Sheffield. Ten dzień przypominał mi trochę 5 Stycznia. Pogoda była ładna, wszystko szło po mojej myśli. Wstawiłem się w szpitalu jak zwykle przed czasem. Jak zwykle skierowano mnie na pobranie krwi. I tu zaczęły się schody. Normalny pielęgniarz pobiera krew od razu do probówki. Oszczędza czas, moje cierpienie i wszyscy są zadowoleni. Pielęgniarz-sadysta używa czegoś do pobrania tej cholernej krwi. Wtyka igłę z czymś przez co dopiero leci krew do probówki. Dzisiaj trafiłem na pielęgniarza-sadystę. Nienawidzę igieł i pobierania krwi, a jak jeszcze odczuwam ból to w ogóle jest do bani. Próbował zagadywać o piłce, o United, ale to nie pomagało. Ręka zaczęła mi drżeć, zacząłem wierzgać nogami, kręcić się, ale jakoś przeżyłem. Super wstęp przed chemioterapią. Mam nadzieję, że na oddziale trafię no kogoś bardziej ogarniętego. Widziałem swojego ulubionego pielęgniarza, pomachaliśmy sobie, ale był zbyt zajęty bajerowaniem pielęgniarek, żeby pobrać Mariuszkowi krew :(
Spotkanie miało odbyć się o 14:30. Miało bo z okazji tego, że byłem pierwszym pacjentem poproszono mnie już o 14:15 do pokoju zwierzeń. Spotkanie miałem z asystentką prowadzącej mnie Pani Doktor. Obejrzała dziąsła i zadecydowała o rozpoczęciu leczenia. Otrzymałem w końcu wszystkie wyniki badań robionych dotychczas. Dostałem zwolnienie do pracy, udzieliła odpowiedzi na pytania i można było wracać do domu.
Biopsja wykazała nienasieniaka. Jednak w guzie stwierdzono trzy rodzaje komórek nowotworowych przez co z pierwszego stopnia po głębszym badaniu sklasyfikowano mnie na stopniu drugim. Skoro tak twierdzą to tak musi być. Jednak jest coś co poprawiło mi dzisiaj humor. To wyniki markerów nowotworowych. Wszystkie robione po operacji mieszczą się w normie i nie ma żadnych wahań. W końcu jakiś pozytyw w tym wszystkim :)
Po wizycie w tą ładną pogodę wybrałem się na spacer po mieście w celu odnalezienia Subway'a :) znalezione, zjedzone i można wracać do domu. W Doncaster udałem się jeszcze na polski obiad :) brzuszek jak zwykle szczęśliwy.
Jutro pakowanie i jazdaaaa. Tylko ja i moja kroplóweczka :)
Nawet nie chcę myśleć o tym jak bardzo będę się stresował w środę skoro już wczorajszej nocy źle spałem. Budziłem się, pojawiły się koszmary.
Będą śniły mi się ogromne wenflony, które będą chciały mnie zabić :P

niedziela, 8 lutego 2015

7-8 Luty

Był weekend i znów go nie ma. Nawet nie wiem kiedy zleciał. Na szczęście obyło się bez nudy. W sobotę obejrzałem wszystkie derbowe mecze dostępne w tv. Zwycięstwo Tottenhamu jeszcze można było przewidzieć, ale to co zrobiło Atletico z Realem to jakaś masakra. Będę walczył z rakiem tak jak piłkarze Atletico z piłkarzami Realu. Nie pozostawili złudzeń kto był lepszy. Wiem, że mój wynik będzie podobny :)
Derby Liverpooolu zawiodły. Spodziewałem się bardziej interesującego meczu.
W sobotę odwiedziłem moich przyjaciół. Herbata, Fifa jak to w zwyczaju. Zostałem poczęstowany chlebem bananowym, który wydawał mi się ciastem, Chyba tylko wydawał. Po powrocie do domu zostałem zaproszony do byłych sąsiadów. Taka spontaniczna akcja. Cieszę się, że mogłem się z Nimi zobaczyć. W tle leciał Gutek i Indios Bravos. To nie to samo jak na Stonegate niestety :P zaproponowałem im przeprowadzkę na stare śmieci, ale chyba to niemożliwe. Na koniec wycieczkowego dnia wylądowałem jeszcze u sąsiadów :) zjadłem zajebiste Curry z ryżem. Przez cały wieczór wypiłem aż 4małe piwka. Wstałem dzisiaj rano i wydawało mi się, że mam kaca :P tak to jest jak człowiek dawno nie pił. Już nie mogę się doczekać piwa w parku, na mojej ulubionej ławce przy zachodzącym słońcu po skończonym leczeniu. Akurat będzie wiosna :) wszystko będzie budziło się do życia wraz ze mną. To będzie moje nowe życie. Nowe i lepsze. Teraz trzeba jednak spiąć poślady, zacisnąć pięści i zęby(te, które mi jeszcze zostały :P) i powalczyć o swoje.
Dzisiaj jak co niedzielę zjawiłem się u kuzyna na obiedzie. Rosołek jak zwykle palce lizać, pierś pyszna, nawet surówka z czegoś tam z cebulą była dobra. Nie lubię cebuli, ale zaciskam zęby i jakoś jem :) grałem w piłkę. Nie dość, że przegrałem z chrześniakiem to jeszcze z Jego siostrą.
Dobrze, że ten tydzień się już kończy. Nie należał do najlepszych. Jeśli w tym czasie kogoś uraziłem, obraziłem,zrobiłem coś nie tak to bardzo przepraszam :) obiecuję nie miewać już takich humorów.
Jutro kolejna "ostatnia" wizyta u onkologa. Już nie mogę doczekać się kolejnego pobierania krwi, tasiemkiiii i Pani Doktor. Papiery podpisane, dziąsła jakoś się goją, więc chyba jutro sobie pobajerujemy z Panią Doktor, bo niby po co chce mnie znowu widzieć. Zakochała się czy co :P
Zacząłem się już stresować. Wiem, że już w tym tygodniu wszystko się zacznie. Nie ma odwrotu, nie ma przekładania. Czas się spakować i modlić się o samych pozytywnych ludzi dookoła. Wiem, że to niemożliwe. Dużo łatwiej byłoby gdyby przy rejestracji pytano o nastawienie i na prawo kierowano by  pozytywnie nastawionych, a na lewo negatywnie. Życie na onkologii byłoby dużo prostsze.
Co rano powtarzam sobie "Głowa do góry ziom!!" to tylko rak. Zaraz będzie po wszystkim i będzie można ruszyć na podbój świata :)

piątek, 6 lutego 2015

6 Luty

Helooooooooł!
Wracam z kolejnym wpisem. Żyję, mam się dobrze :) mam nadzieję, że nie przyszło nikomu do głowy, że zniknąłem bo umarłem :P licho złego nie bierze!! :)

Odkąd przełożyli mi chemię przeżywam jakieś katusze siedząc w domu. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda, a tak naprawdę moje leczenie jeszcze się nie zaczęło... Zakupy do szpitala zrobione :) nowy dresik kupiony, skarpeteczki i majteczki też. Mam nadzieję, że na onkologii pracują jakieś fajne, młode pielęgniarki :) mam zamiar wyrwać jakąś na swój nowy dresik z Sport Direct'a.
Pogoda taka, że z domu nie chce się wychodzić. Niestety od dwóch dni nie miałem internetu. Uświadomiłem sobie, że jestem od niego uzależniony. Bez neta jak bez ręki. Ja pierdziuuu. Masakra jakaś. Z nudów poszedłem dzisiaj na miasto wydawać pieniądze. Byłem na obiedzie, kupiłem przekąski do szpitala, zapasy żywności dla Rudego :) po całodziennej próbie dodzwonienia się do dostawcy internetu, wydaniu kupy kasy na słuchaniu umilającej muzyki, która zaczęła mnie wkurwiać, po którymś z kolei telefonie udało mi się połączyć z kobietą z Azji. Mój angielski do perfekcyjnych nie należy, ale jej "ósemki" nie potrafiłem zrozumieć przez dwie minuty!! Na szczęście udało się i powróciłem do świata żywych :) Trochę mi głupio, że tak na Nią nakrzyczałem na początku, ale kumulowało się to niestety od wczoraj, a przecież nie będę krzyczał na Łasucha bo Virgin Media daje dupy!!
Od kilku dni jestem w jakiś dziwnym nastroju. Wszystko mnie denerwuje, odczuwam niechęć do wszystkiego.
Przede mną jednak ostatni weekend przed chemią. Muszę go jakoś wykorzystać :) jednego mogę być pewny, że na pewno będzie miły i udany :)
W poniedziałek ostatnia wizyta u onkologa. Znowu cały dzień wyjęty z życia na dziesięciominutowe spotkanie.

Powróciłem dzisiaj do płyty Małolata i przypomniał mi się ten świetny numer z Pezetem. W takim klimacie chłopaki zrobili miazgę na bicie Ajrona. 

wtorek, 3 lutego 2015

Selfie :)








Selfie z Rudym nr 1







Selfie z Rudym nr 2







Selfie z Rudym nr 3

2 Luty

Wstałem raniutko punkt 11. Wziąłem prysznic, zjadłem jajeczniczkę. Chyba tylko to na razie pozostało mi do jedzenia na śniadanie dopóki nie zagoją się dziąsła. Ubrałem się i udałem się w ostatnią podróż do Sheffield przed chemioterapią. Na dworcu zaopatrzyłem się w wodę i dobre chipsy :) podróż nie jest długa, ale mogłem zgłodnieć, więc lepiej być zabezpieczonym :P
W szpitalu byłem jak zwykle przed czasem. Dość spora kolejka w rejestracji, więc najpierw odwiedziłem toaletę co bym się nie zsiusiał oczekując, aż pani z rejestracji krzyknie: "następny proszę". Jak to w zwyczaju od razu skierowano mnie na badanie krwi. Jak nie pobieranie krwi to wenflon, jak nie wenflon to pobieranie krwi. Na szczęście pobierał mi krew młody Anglik, który zrobił to na tyle sprawnie zagadując mnie na temat mojego pochodzenia, że dopiero przy drugiej probówce zorientowałem się, że już pobiera krew. Miły z Niego chłopiec. Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek będę musiał dawać się kłuć to chciałbym być kłuty jego dłońmi :) bez skojarzeń tylko proszę. Mój wewnętrzny spokój zakłóciła niestety ta jebana tasiemka, która znowu została przyklejona do mojej ręki.
Cholernie dzisiaj zimno, więc po badaniu krwi udałem się do bufetu w celu strzelenia sobie gorącej, owocowej herbatki. Z parującym kubeczkiem udałem się do poczekalni. W ogóle nie zdziwiło mnie to, że nikt nie woła mnie o 15:30. W ogóle nie zdziwiło mnie to, że nikt nie woła mnie o 15:45. Baaaaaa zdziwiło mnie to, że ktoś zawołał mnie o 15:50!! Tylko 20 minut spóźnienia :) oczywiście najpierw ważenie. Czułem się trochę jak przed walką bokserską. To znaczy czuję się tak przy każdej wizycie, ponieważ przy każdej wizycie badają moją wagę. Sprawdzają i analizują czy mi może drugie jądro rośnie poprzez ważenie? :P Generalnie znowu lekko schudłem, ale tak to jest jak jechałem kilka dni na kisielu i rosole. W pokoiku nie czekałem długo na Panią doktor. Zapytała jak ząbki. Ze szczegółami opowiedziałem co i jak. Postanowiła, że sprawdzi jak goi się moje dziąsło po chirurgicznym usunięciu zęba. Powiedziała, że na jej oko goi się dobrze, ale ona nie jest dentystką, więc pewna nie jest. Powiedziała, że decyzja należy do mnie co dalej robimy:
a) przekładamy chemię o tydzień bo przez niezrośnięte dziąsło mogę złapać infekcję i chemię trzeba będzie przerwać. Przełożenie niestety kosztem kolejnych komórek nowotworowych w układzie krwionośnym tudzież w innej części ciała.
b) ryzykujemy i rozpoczynamy chemię zgodnie z planem.
Wybrałem odpowiedź C i pozwoliłem podjąć decyzję za mnie. W końcu kto wie lepiej co jest dla mnie dobre? Ja czy może Pani doktor? Pani doktor zadecydowała o przełożeniu chemii. Kolejny tydzień czekania. Nie stresuję się, nie denerwuję się. Jest ok. Skoro można zaczekać jeszcze tydzień to może faktycznie dobrze, że tak do tego podchodzą. Zacząłem jeść lepiej, więc może uda mi się troszkę przytyć.
Pani doktor słysząc moje obawy dotyczące gojącego się dziąsła zasugerowała telefon do dentysty. Może uda się mnie przyjąć przed środą. Powiedziała, że jeśli dzisiejsze wyniki krwi będą złe, chujowe albo bardzo chujowe to będzie do mnie natychmiast dzwonić, abym wstawił się jeszcze w tym tygodniu na rozpoczęcie leczenia. Żegnając się Pani doktor powiedziała, że chyba mnie bardzo polubiła skoro tak często chce mnie widywać. Może coś w tym jest, a może oni chcą mnie uśmiercić dlatego opóźniają tą chemię :P
Po wyjściu z gabinetu udałem się do rejestracji w celu "zabukowania" kolejnego spotkania. Poniedziałek godzina 14:30. Miejmy nadzieję, że to ostatnie spotkanie przed chemioterapią. Chciałbym, żeby to już się zaczęło bo wkurzają mnie te dojazdy. 10 minut w gabinecie, a cały dzień rozjebany ;/
Wyszedłem ze szpitala i udałem się do dentysty. Skoro jestem na miejscu to po co dzwonić. Wchodząc po schodach postanowiłem, że rozegram to inaczej :) powiedziałem, że prowadząca mnie Pani doktor przysłała mnie na kontrolę hihihi. Powiedziałem o przełożonej chemii, że jestem dojeżdżający i jeśli da radę zrobić to dzisiaj to byłbym bardzo wdzięczny. Po kilku wykonanych telefonach przez pana z recepcji zacząłem wątpić w powodzenie mojego planu. Pan z recepcji jednak zdziałał cuda i jakiś dentysta zgodził się mnie przyjąć.
UWAGA! UWAGA! MOJA BAJERA SIĘ UDAŁA!! :)
Mam nadzieję, że nie będzie z tego żadnych przykrych konsekwencji. W końcu chodzi o moje dziąsło! Helooooooooł!
Pan dentysta wysłuchał mojej historii po czym zabrał się do sprawdzania. Usunął szwy, przepłukał dziurę w dziąśle, dał płyn do płukania i powiedział, że wszystko goi się dobrze. Zasugerował jednak, że gojenie się tego dziąsła może trwać nawet miesiąc czasu ze względu na chirurgiczne usuwanie. Nie możemy jednak tyle czekać :) podziękowałem, pożegnałem się i wyszedłem. Pewnie i tak będą wysyłać list informacyjny do mojej Pani doktor. Wracając od dentysty zaszedłem do onkologicznego, aby poinformować swoją Panią doktor przed tym jak zrobi to dentysta. Spisano wiadomość i obiecano przekazać ją z samego rana sekretarce Pani doktor.
Najpierw autobus, potem pociąg i jazda do domu. W Doncaster strzeliłem sobie kanapeczkę w Subway'u. Pierwsza kanapka od tygodnia :) potem małe zakupy w Tesco i powrót do mego kochanego rudzielca.

Albo będą dzwonić albo nie. Albo będę miał jeszcze tydzień albo nie.Taki już żywot chłopaczka z raczkiem :)

niedziela, 1 lutego 2015

Weekend

Niestety ból nie pozwolił mi wrócić do pracy. Miałem bardzo dobre chęci. Ubrałem się, poszedłem i na tym koniec. W drodze do pracy uświadomiłem sobie, że praca w takim stanie mija się z celem. Po przybyciu udałem się od razu do biura z prośbą o rozpoczęcie sicka w dniu dzisiejszym tj. wczorajszym. Nie było sprzeciwu. Zatem od dzisiaj oficjalnie jestem na chorobowym. Od dzisiaj można trzymać ksiukersy za mój powrót do zdrowia i szybki powrót do pracy. Jeszcze tylko w poniedziałek wizyta u onkologa. Nie wiem po co kolejna skoro w środę muszę tam wrócić na rozpoczęcie leczenia. Rozdział życia pt. "Chemioterapia i wszelkie jej najgorsze skutki" uważam za rozpoczęty. Chociaż jeszcze o tym nie myślę. Do środy jeszcze kawał czasu. Jeszcze dużo może się wydarzyć.

Otrzymałem w piątek telefon z banku nasienia, że plemniczki są zajebiste i silne i zostały zamrożone. Teraz otrzymam list i dwa lata po ukończeniu chemioterapii skontaktują się ze mną w celu badań mojego nasienia. Czy płodność wraca, czy plemniki są silniejsze. 

Byłem na urodzinach córki kuzyna. Party na sto dwa. Ból nie pozwolił mi na czynny udział w zabawie. Niestety. Byłem prawie obecny :) zjadłem tort i troszkę sałatki i chipsy i uwaga - dwie nóżki z kurczaka!! Mięso to coś czego potrzebowałem :) kilka nóżek wraz z sałatką przyniosłem jeszcze ze sobą do domu :) postaram się je wciągnąć.

Miałem kilka ciekawych propozycji dotyczących sobotniego wieczoru. Ku zdziwieniu wszystkich moja ambicja i chęć powrotu do pracy wygrała. Nie przypuszczałem jednak, że moja wizyta w pracy będzie trwała aż 20minut. Po powrocie do domu udałem się do sąsiadów na herbatkę. Zjadłem przepyszny kapuśniak słowacki :)  W doborowym towarzystwie obejrzałem film pt. "Miłość bez ustawki". Nie wiem co mam myśleć o tym filmie. Zauważyłem kilka podobieństw między mną, a głównym bohaterem :P film na faktach. Miłość jednak w życiu najważniejsza, ale jakby przyszło do ustawki między Śląskiem, a Ruchem to
 by się napierdalał :P no i chamuje lewą :P

Jest niedziela. Muszę troszkę posprzątać w domu. Jutro wizyta, może małe zakupy. No i chyba trzeba zacząć pomalutku żegnać się z kochanym rudzielcem. Opuszczę Go na caaaaałe trzy dni :(
Dalej mnie boli. Może nawet bardziej niż boli. Zastanawiam się czy nie jestem w posiadaniu jakiejś infekcji w tym dziąśle. Tego jeszcze nie miałem.

P.S. Dziękuję wszystkim, którzy w dalszym ciągu udostępniają mojego bloga. Dziękuję również wszystkim, którzy udostępniają kawałek Łukasza :) niech się chłopakowi fejm zgadza :))